Pocałunek od niej był jak kopnięcie jednorożca... przemiły a zarazem żadki.... poza nia nie widziałem nic... do puki...
-Elo ptaszki skoro już tak tu stoicie to niedaleko jest
kręgielnia.-uśmiechnoł się James. I wpychnoł sie biedzy nami
sprawiajac... ze musieliśmy sie puścić. On położył mi i Karinie ręke na
ramień. Po tem mnie puśił i ciagle trzymał dziewczyne. Byłem jeszcze
spokojny...
Karina? XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz